12.11.2016

Autobusowe historie

Ostatnio stwierdziłam, że jednak trochę za mało czytam... a to niezbyt dobrze jeśli wziąć pod uwagę mój profil humanistyczny w liceum... zresztą osobiście uważam, że czytanie jest czynnością, którą powinien robić każdy i regularnie jak mycie zębów.
Czytanie poszerza horyzonty i pozwala krytycznie spojrzeć na otaczająca nas rzeczywistość... która często wcale nie jest taka jak nam się wydaje! Szczególnie, że ostatnimi czasy większość ludzi czerpie informacje o świecie tylko z telewizji.... a potrzeba samodzielnego myślenia wcale nie jest odczuwana przez większość z nas... a to niezbyt dobra perspektywa na przyszłość... moją metodą na to jest czytanie, zadawanie sobie ciągle pytań na temat tego co nas otacza i oczywiście pytań na temat nas samych.. warto po prostu starać się interpretować to co nas spotyka, próbować widzieć w tym jakieś znaczenie, bo wtedy nabiera to zwyczajnie sensu.

Dwa dni temu dość wyraźnie odczułam bezmyślność innych ludzi... i oczywiście w najlepszym miejscu do obserwowania zachowań innych - AUTOBUSIE. 
Siedziałam z tyłu i czytałam książkę... fakt, tytuł był niecodzienny: "Hitler Studium tyranii". Pozycja opisywała życiorys dyktatora z historycznego punktu widzenia oraz ukazywała jego sposób myślenia, z podkreśleniem, co doprowadziło go do stania się tyranem. 
Nie lubię skupiać na sobie uwagi, a już szczególnie obcych dla mnie ludzi więc starałam trzymać się książkę tak, by nie było widać tytułu. Tym bardziej, że przeczuwałam iż nie wszyscy mogą to rozumieć. Swoją drogą to moja sprawa, co czytam i nie powinnam się tym jakoś krępować, ale jednak moje obawy, jak się okazało były adekwatne...
Gdy autobus był już w odległości dwóch ulic od przystanku, gdzie miałam wysiąść, akurat skończyłam czytać rozdział i schowałam książkę do torby... i wtedy się zaczęło...
Starszy Pan-około pięćdziesiątki, może sześćdziesiątki- zapytał, czy może zobaczyć, co czytałam...
Pomyślałam sobie spoko... może też lubi historie albo już kiedyś czytał... kto tam to w sumie wie? Pyta uprzejmie to czemu nie? Mężczyzna dosłownie przekartkował TYLKO książkę i zagaił, czemu to czytam. Powiedziałam spokojnie prawdę, czyli, że moja wychowawczyni polecała tę książkę... i wtedy nagle apogeum pytajników: gdzie się uczę, na którym roku, jakim profilu, czy to obowiązkowa lektura, CZY MNIE TEGO W SZKOLE UCZĄ?!?!
Mimo wszystko spokojnie odpowiedziałam na pytania i po prostu wzięłam książkę i ponownie schowałam ją do torby... choć czułam, że policzki mi płoną. 

-Przepraszam bardzo, ale niech mi Pani powie, jak Pani stoi z wychowaniem do życia w rodzinie?

W pierwszym momencie myślałam, że się przesłyszałam. Potem zrobiłam wielkie oczy i już wiedziałam, że muszę się wycofać, bo  to już przesada i autobus to nie jest miejsce... poza tym to była ta sytuacja kiedy stwierdziłam, że sorry, ale rozmowa akurat w tym przypadku nic nie da. Spokojnie odpowiedziałam, że przepraszam, ale nie chcę rozmawiać o tym, bo jest Pan dla mnie obca osobą...
Rozejrzałam się po ludziach, jedni patrzyli na mnie z żalem jakby rozumieli w jakiej sytuacji się znalazłam, inni śmiali się do szyby, a kobieta siedząca obok mężczyzny uśmiechnęła się do mnie i skinęła głową pocieszająco.. w tamtej chwili byłam jej za to bardzo wdzięczna.

Ale to był dopiero początek. Co chwila Pan z naprzeciwka dopowiadał, zaczynając każde zdanie od: Przepraszam bardzo, ja nie chcę dołować, ale... teraz to właśnie tak jest. Młodzież nie chce rozmawiać, nie chce, a za moich czasów to się nas uczyło, że dzieci to bociany przynoszą, że teraz PIS tak wariuje i takie jak ja z tego wychodzą, całe szczęście, że przede mną studia, bo może mi to pomoże itd. itd.
Wtedy Pani z naprzeciwka, ta, która się uśmiechnęła powiedziała, że to przesada i, że to chyba dobrze, że młodzież czyta....
I wtedy najlepsze: Przepraszam bardzo ja nie chce dołować, ale jak chce sobie Pani czytać książkę, to nie trzeba się tak popisywać w autobusie i od razu taką grubą! 
Kobieta prychnęła śmiechem... ja wstałam, powiedziałam: "Przepraszam, ale tutaj jest mój przystanek, do widzenia". 
Wysiadłam, ale stojąc w drzwiach autobusu nadal słuchałam, jaka to teraz jest młodzież..

Było mi głupio... ale do tej pory nie wiem czemu, nie robiłam nic złego, a mężczyzna wylał na mnie po prostu potok nienawiści. Nie chce go oceniać, bo nie o to chodzi, po prostu nie rozumiem w ogóle tej sytuacji. 

To chyba normalne, że nie lubię jak ktoś mnie krytykuje, a tym bardziej gdy robi to bezpodstawnie. Nie wiem czy chodziło o to, CO czytam, czy o to, że w ogóle czytam, czy o grubość książki, czy może chodziło o bociany, a może  o partie polityczną i jej reformę edukacyjną.... z którą w sumie... nie miałam nawet styczności w szkole,..

Nie rozumiem. 
Ale cieszę się, że nie rozumiem. 

Jednak proszę żeby czytać, bez względu na grubość! :p
Ja mogę się wypowiedzieć z punktu widzenia humanisty... że to smutne, jak rzadko sięgamy po wartościową lekturę... zresztą sam profil humanistyczny jest traktowany przez ogół jako wstęp przed super świetną pracą w... budce z fast foodem...
Oczytanie i umiejętność krytycznego myślenia zawsze się przyda, szczególnie gdy obraz rzeczywistości jest kreowany przez media. Nie krytykujmy czegoś o czym nie mamy zielonego pojęcia.... po raz kolejny dochodzę do wniosku, że polskie przysłowia mają w sobie wielką mądrość i faktycznie nie należy oceniać książki po okładce.Czasem mówię, że znajomość historii to przeszłość i przyszłość w jednym... dlatego czytam właśnie o tym, ale każdy interesuje się czym innym.

Każda nauka jest ważna. Ja wybrałam historie, bo znajomość przeszłości pozwala uniknąć błędów,  kiedyś już popełnionych.
"Szkoda tylko, że teraźniejszość tak mało się tym interesuje..." - jak kiedyś powiedział mi mój znajomy...

Może warto czasem wykazać się ciekawością... samodzielnym poszukiwaniem odpowiedzi...
Głupio tak powtarzać tylko hasła usłyszane w telewizji... no nie?

11.27.2016

Jeśli znasz cel, wiesz gdzie jesteś!

Tak właśnie! Tytuł posta mówi już sam za siebie!

Nigdy nie będziesz wiedział, gdzie się znajdujesz, jeśli nie wiesz, gdzie idziesz. Możesz tylko pędzić przed siebie przez całe życie... aż finalnie okaże się, że dotarłeś do... śmierci... ups... a chyba chodzi o coś więcej... przynajmniej dla mnie. Skoro jest nam dane już tu być, właśnie teraz, na kanapie, krześle, w autobusie. Nieważne. Rozejrzyj się i zastanów czego byś chciał.
I teraz najtrudniejsze: zamień chęci na swój cel i nie ważne czy pomyślałeś o podróży do Japonii, czy herbacie. Po prostu zrób to lub zacznij dążyć do tego, by wnieść w swoje życie trochę szczęścia i satysfakcji! To przecież proste!

Od ponad trzech lat prowadzę zeszyt, w którym zapisuje wszystkie swoje marzenia, od najprostszych po niemożliwe do wykonania (gdyby myśleć o nich dosłownie). Obecnie jest ich 514, z czego 70 wykonanych!
W tej chwili chcę, byś i Ty zrobił sobie taki zeszyt, by nadać wszystkiemu większy sens. Możesz wierzyć mi na słowo, że gdy będziesz go otwierał, co jakiś czas i zaznaczał spełnione marzenia twoja satysfakcja sięgnie zenitu, a co lepsze zauważysz, że małe rzeczy są po prostu przepiękne jeśli umiejętnie się na nie patrzy!

I teraz bardzo cenna uwaga!
Nie wierze w to, że nie masz marzeń, serio. Jestem bardziej skłonna uwierzyć w to, że znasz złą definicję tego słowa "marzenie". Pozwól, że rozwieje Twoje wątpliwości...
Marzenia wcale nie są czymś co może kiedyś się spełni w magiczny sposób i sprawi ci radość rodem z bajek Disney'a. O nie!
Zapamiętaj raz na zawsze, że...


MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ.
MARZENIA SIĘ SPEŁNIA!


Oczywiste jest więc, że słowo "cel" jest zwyczajnie synonimem słowa "marzenie". Proste, prawda?
I jeśli nadal myślisz, że nie masz marzeń, to nadal źle mnie rozumiesz i pozwól, że znowu Ci coś wyjaśnię. 
Jesteś dziewczyną? Tu sprawa jest prosta. Słuchaj, nie wierze, że nie marzysz o tym, żeby nie mieć okresu... serio, nie wmówisz mi tego! :p 
Ale spokojnie.. kiedyś, pewnie za kilkadziesiąt lat, zaznaczysz to sobie jako spełnione marzenie w swoim zeszycie!
Poza tym każdy z nas marzy o szczęściu... zastanów się wiec co Ci to da. Pamiętaj jednak, ze to twoje cele, więc wymagaj od siebie samego, a nie od innych. Zamiast chcieć dobrych przyjaciół, sam nim bądź. No i przede wszystkim pamiętaj o małych rzeczach. 
Ze swojego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że zawsze chciałam mieć szafę, w której ubrania będą wisieć, parapet, na którym mogę siadać, hamak w pokoju... własną pracą to osiągnęłam i teraz wiem, że sama pomogłam sobie w szczęściu... i faktycznie, moja satysfakcja sięga zenitu ;p za każdym razem, gdy zaglądam do zeszytu i widzę tam plusik przy numerze marzenia.

Ze swoimi przyjaciółkami wypisałyśmy przez jedną godzinę łącznie ok 150 marzeń (czyt. rzeczy do zrobienia), a było tam wszystko. Od podróżowania po zobaczenie, jak nasz nauczyciel...niekoniecznie przez nas lubiany... odchodzi na emeryturę... Chcemy pojechać nad morze, jezioro, do Australii,  zgromadzić kolekcje kolorowych skarpet(to już nawet zaczęłyśmy), przefarbować włosy i będziemy to wszystko wspólnie robić!
Teraz czekamy na wakacje, bo wtedy będziemy mieć większą swobodę przez brak szkoły, lekcji itp.
Razem z końcem czerwca, rozkręcimy swoją przygodę, budując własne szczęście... i wtedy to dopiero się zacznie na blogu dziać! Będę tu zamieszczać to, co udało się nam dokonać, by pokazać jak wszystko powoli się zmienia, gdy zaczynasz żyć wierząc w swoje możliwości. 

Bierz zeszyt i długopis, siadaj i myśl, a potem rób swoje =]

A może masz już swoją metodę na szczęście? Inny sposób na spełnianie marzeń?
Już teraz podziel się swoimi marzeniami =]
Od najprostszych i banalnych, po trudne lub niemożliwe (na razie). Kto wie? Może Twój cel stanie się naszym? 

To jak? Wchodzisz w to? 

11.26.2016

Zaczęło się od marzeń

Ostatnio zauważyłam, że wśród nas jest mało ludzi ciekawych... a tym bardziej świadomych świata, który ich otacza. Ignorancja i całkowita niechęć do dyskusji jest zatrważająca... i właśnie w tej chwili postanowiłam coś z tym zrobić! Bo uwaga! Świat i ludzie są piękni!!

Zaczęło się od listy z marzeniami, na której wypisałam co chcę zrobić w życiu... i pod numerem 56 jest "Założyć bloga".

W tym miejscu chcę dzielić się swoimi przemyśleniami, wątpliwościami i wszystkim, co może komuś pomóc. Nawet w najmniejszy sposób. Być może jest to próba zaciekawienia cię, zmuszenia do myślenia lub dyskusji... może warto spróbować, co?
Ja chcę po prostu rozmawiać więc śmiało!

Powinnam zacząć od przedstawienia się?
Jestem białą kobietą, katoliczką, mam blond włosy... i wiesz co?
To wcale nie ma znaczenia!
Mam po prostu 17 lat i kocham świat, który mnie otacza, a to, co chcę tu przekazywać to tolerancja, wolność, równość i motywacja.
Pragnę podjąć choć próbę złamania stereotypów i wszelkich nierówności!

To jednak nie wszystko. Również w tym miejscu chciałabym podzielić się z Tobą moimi pomysłami na kreatywne spędzanie czasu, dostrzeżenie sensu i piękna, które jest bliżej niż myślisz. Serio!


Właśnie teraz zapraszam Cię do mojego świata... zerknij, a jeśli Ci się spodoba, zostań na dłużej.
© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.